niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 8.

-Nicole, jesteś?-zapytałem przez wciąż zamknięte drzwi. Kiedy przybliżyłem ucho do drzwi usłyszałem dochodzące głosy z mieszkania.
-Mnie to nie interesuje. Pieniądze mają być, i już! Jakieś kurwa jeszcze pytania?!
-Ale ja tylu nie mam, proszę, dajcie mi jeszcze tydzień!
-Masz dwa dni. Potem przychodzę, i jak nie będzie tych pieniędzy to ci rozpierdole dom. I ciebie.
Zacząłem głośno pukać. Mówiłem jej, żeby poszła na policje... Ale zaraz tam wejdę.
-Nicole, otwórz, proszę... Wiem, że tam jesteś...
-Ktoś do ciebie? Piśniesz słowo, że tu jestem, i cie zabiję.
-Ale ja...
-Otwórz drzwi i powiedz, że teraz nie możesz.
Nicole podeszła do drzwi i je otworzyła. Chciała ukryć łzy i trzęsące się dłonie.
-Harry nie mogę teraz...
-Hej, Nicole, ja na chwilę. Poza tym za niedługo mamy próbę.-odpowiedziałem udając, że o niczym nie wiem. Rozglądałem się czujnie po całym mieszkaniu.
-Harry naprawdę teraz...
-Coś ukrywasz?-zapytałem patrząc jej prosto w oczy.
-Nie. Po prostu nie chce, żebyś narazie tu był.-odpowiedziała sucho, ale w głosie słyszałem prośbę o pomoc.
Nie zwracając uwagi na jej protesty wchodziłem w każdy pokój po kolei, aż w końcu natrafiłem na jedyne zamknięte drzwi.
-Dlaczego ją szantażujesz chuju?!-krzyknąłem gdy wszedłem do pokoju. Łysy, umięśniony mężczyzna zdziwił się.
-Ale o czym mówisz, koleś? Jaki szantaż?!
-Nie udawaj. Wszystko słyszałem. Zaraz zadzwonię na policje. Nie masz prawa!
-Kim ty niby jesteś, co? Romeo przyjechał uratować księżniczkę? Zdejmij szaliczek, bo się upocisz!-krzyknął facet i jednym ruchem zdjął mi szalik z twarzy.-O kurwa, to ten pedał z telewizji!
Momentalnie uciekł. Próbowałem go dogonić, ale wybiegł z klatki.
-Nicole... Dlaczego nie mogłaś mi powiedzieć jak byłem... Zadzwoniłbym od razu na policje...
-Bo się bałam... To już drugi taki raz... Dali mi tydzień, a to dopiero drugi dzień i już rządają pieniędzy... Harry boję się, naprawdę...-szeptała wtulona we mnie.
-Idziesz na policje... Koniec z tym... Ale ja nie mogę się pokazywać. Jak Louis by się dowiedzial...
-Rozumiem... Nie musisz jechać, pojedź na próbę i powiedz, że mnie nie będzie...
-Nie mogę powiedzieć, bo to oznacza, że się kontaktujemy, a wiesz...
Nicole znacząco westchnęła.
***
-Kiedy ostatni raz był u pani?-zapytał jeden z policjantów.
-Dzisiaj, przed chwilą. Jak wyszedl, pojechałam na komisariat.
-Jak wyglądał ten mężczyzna?
-Wysoki, umięśniony, łysy... Bez zarostu. Widziałam jeszcze, że ma małą wytatuowaną żarówkę na przedramieniu.
-Dobrze. Proszę jeszcze o sporządzenie portretu pamięciowego u kolegi.-powiedział i wskazał na innego policjanta.
Ten tatuaż coś mi mówił... Skąd ja go kojarzę?

Wiem, że długo nie było rozdziału, ale w końcu napisałam xd :* Proszę o komentarze, bo to taka super motywacja <3

wtorek, 10 marca 2015

Rozdział 7.

*oczami Harrego*
Siedziałem przy stole i popijałem kawę myśląc o wczorajszym wieczorze. Chciałbym ją zaprosić do siebie, ale każdego wieczoru czeka przynajmniej jeden napalony dziennikarz. Nagle zadzwonił telefon, więc niechętnie poszedłem do salonu.
-Styles, co ty wczoraj kurwa robiłeś?-zapytał całkiem poważnie Simon.
-Wstałem rano, poszedłem na siłownię...
-Wieczorem.
I to są te wady bycia Harrym Styles'em.
-Byłem u jednej z dziewczyn z mojej grupy.
-To wszystko?-zapytał.
-Tak...
-Nie pierdol okej? Nie wiesz jeszcze, że cały internet o tobie trąbi?! "Harry Styles całował dziewczynę z X FACTOR.", "Harry Styles widziany z nową dziewczyną?!". Do tego są zdjęcia. Co ty sobie wyobrażasz?!
Rozłączyłem się i rzuciłem telefon na kanapę. Kilka głębokich oddechów... Nie pomaga.
Zacząłem ubierać się w luźne ciuchy na siłownię, kiedy ponownie zadzwonił telefon.
-Halo.
-Hej... To ja, Nicole. O co chodzi?
-Jak to o co chodzi... Co? Nie rozumiem.
-Nie dostałeś smsa od Simona? Mamy za 30 minut spotkać się w sali prób.
-Nie wiem... Nie patrzyłem. Zaraz sprawdzę.-powiedziałem i rozłączyłem się.
Cholera, rzeczywiście...

Za 30 minut spotykamy się w waszej sali prób. Macie być. Żadnych wymówek i "ważniejszych" spraw.
Simon.

***
*oczami Nicole*
Wczorajszy wieczór był niesamowity... Czy jeszcze miesiąc temu pomyślałabym, że Harry Styles zacznie mnie całować? Nie myślałam nawet o spotkaniu na żywo... Poza tym, boję się, że czuję do niego coś więcej niż miłość do idola.
Zaczęłam zakładać buty i płaszcz. Pojechałam i zaparkowałam tuż pod budynkiem.
-Wchodź.-powiedział czekający pod salą Simon.
W środku czekał już Harry, ale nikogo więcej nie było.
-Na kogoś jeszcze czekamy?-zapytałam.
-Nie. Tylko wy. Co wy sobie myślicie. Hmm? Co? Olśnijcie mnie, proszę.
-Nie możemy się nawet spotkać?-spytał z wyrzutem Harry.
-Nie. Nie, to robi za duże zamieszanie. Zrozum jedną rzecz: póki jesteś wolny i nie masz dziewczyny, inne laski zwalają się do programu tylko dla ciebie. Zero kontaktów ze sobą. Już to załatwiłem. Macie oddzielne próby. Zmieniłem grupy. Harry, będziesz opiekunem facetów do 25 lat. Do dziewczyn przyjdzie Louis. I zero zbędnego pieprzenia, że nie. Postanowione. Pamiętajcie: jedno słowo wymienione na terenie tego budynku lub przy mnie... I po was. Wychodzicie.
To jakieś żarty? Co on nam może rozkazać?! Chyba nie będzie mi jakiś staruch życia układał. I do tego te grupy? Co mu odpierdala?!
-Bardzo przepraszam, ale chyba nie.-powiedziałam.
Simon zatrzymał się w pół kroku i odwrócił do mnie.
-Nie? Dlaczego?-zapytał.
-Będziemy robić co chcemy. Jesteśmy dorośli. Poza tym co to w ogóle jest?! Nikt nam życia nie będzie układał. Czy Harry się zgodził na zmianę?!
Poczułam, jak Harry trąca mnie swoją dłonią w ramię na znak, abym dała sobie spokój.
-Okej. Nie będziesz udziału w programie.-powiedział Simon.-Albo się przystosujecie do moich zasad.
-Nicole zostaje w programie.-Harry znacząco na mnie spojrzał.-Żadnych kontaktów. Przechodzę do innej grupy. Rozumiem.-wtrącił.
Widziałam po jego wzroku, że wie co mówi.
-Świetnie. Do widzenia.-powiedział Simon przechodząc za nas, aby mieć nas na oku.
-Zadzwonię.-szepnął Harry.
-Okej...
***
*oczami Harrego*
Jedno wielkie ja pierdole.
Na początku może szanowałem Simona. Był okres, w którym go lubiłem. Ale po tym co teraz ustanowił... On ma jakiś na to plan, czy coś, bo chyba jednak kurwa nie.
-To moje życie!-krzyknąłem i schowałem twarz w dłonie.
Nie mogę się załamywać... Muszę coś wymyślić, odkręcić, nie wiem!
Wziąłem telefon i wybrałem numer do Nicole. Dzwoniłem kilka razy, ale nie odbierała. W końcu nagrałem się jej na pocztę.
-Nicole, słuchaj, ja nic nie wiedziałem. Musimy coś poradzić. Jakiś koleś nie będzie nam mówić, co mamy robić. Zaraz zadzwonię do Louisa i zapytam, czy już wie o całej zmianie.-przez chwilę zastanawiałem się, co dalej powiedzieć. Wahałem się, ale...-Kocham cię.
Wybrałem numer do Louisa.
-Halo? Louis, wiesz o zmianie? Wiesz? Jak to... Ale musisz mi pomóc! Zostawisz mnie? Ale... To spierdalaj.
Nigdy nie czułem się tak, jak teraz. Jestem Harry Styles, jak coś chcę, to to mam!
***
Minęło już kilka godzin, a Nicole nadal nie oddzowniła ani nie odpisała. Obiecałem jej wczoraj, że przyjadę po nią w drodze na próbę, więc ubrałem się i wyjechałem z domu. Włączyłem radio i słuchałem lecących wiadomości.
Wysiadłem przed jej blokiem i wszedłem do środka budynku. Zapukałem do jej drzwi, ale nikt nie otworzył.

Hej kochani <3 Długo nie było, już jest i tak standardowo to XD <3

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 6.

*oczami Nicole*
Poznaję ten głos, ale boję się otworzyć. Wole nie ryzykować. Decyduje się ostatni raz zadać pytanie.
-Kto tam?!
Cisza.
-To ja... Proszę cię otwórz mi te drzwi...
-Może poprostu zapal światło.
Zobaczyłam przez wizjer najpierw delikatne rysy twarzy zakryte szalikiem i kapturem. Po chwili ów człowiek rozwinął szalik i zdjął kurtkę. Moim oczom ukazał się Harry. Bez dłuższego namysłu otworzyłam drzwi.
-Co ty tutaj robisz?-zapytałam kompletnie zdezorientowana.
-Przyszedłem... Przeprosić. I pomóc ci.
Umysł mówił "wyproś go, i tak ci nie pomoże, robi to z litości...", a serce mówiło "omg Harry Styles jest w moim domu!".
-Wejdź...-powiedziałam.
Harry zdjął swoją kurtkę i powiesił na wieszaku obok wejścia. Bez zdejmowania butów wszedł do salonu rozsiadając się na kanapie.
-Najpierw musisz poważnie się zastanowić nad...
-Czekaj... Ty myślisz, że jak wejdziesz do mojego domu bez jakiejkolwiek zapowiedzi, udając wielkiego pana psychologa, który tak naprawdę nic nie wie o życiu, bo nie wie na czym ma dupa jeździ, to nagle ci ulegnie i co? Myślisz, że jestem jakaś pierwszą lepszą laską która leci na kasę, "romantyczne" odwiedziny i przeprosiny, których nawet nie było?! Nie wskocze ci do łóżka, nie będę się zachowywać jak dziwka, nie jestem taka jak inne, i choć byłam twoją fanką, okazałeś się totalnym dupkiem!!!
Nie wiedziałam, co mówiłam. Tak strasznie wkurzyłam się ma Harrego... Co ja sobie myślałam?
Ja naprawdę to powiedziałam?
-Wiesz Nicole...-powiedział Harry wstając z kanapy i podchodząc do mnie.-Masz rację. Jestem dupkiem. Strasznym. A ty jesteś zbyt mądrą dziewczyną, żeby mieć ze mną coś wspólnego.-Harry wziął swoją kurtkę i zaczął ją zakładać.
-Harry ja naprawdę nie chciałam... Nie wiem dlaczego to powiedziałam... Zostań, proszę... Wcale tak nie myślę...
-A jednak. Przepraszam, że się fatygowałem.-powiedział i wyszedł trzaskając drzwiami.
Czułam się gorzej, niż kiedykolwiek. Do tego zostałam całkiem sama...

*oczami Harrego*
Sarkazm sarkazmem, ale chyba przegiąłem. W sumie ona też... Ale Nicole miała po części rację. Jestem dupkiem i o tym wiem. Zmieniam dziewczyny jak rękawiczki, traktuje je jak tymczasowe zabawki... Nie powinienem tak wychodzić. Odszedłem od jej mieszkania już spory kawałek. Chociaż nie chciałem, ciągle miałem poczucie winy. Nie chciałem, żeby tak to się skończyło. Walczyłem ze sobą, żeby nie zawrócić, ale jednak...

*oczami Nicole*
Musze za nim pobiec. Nie wytrzymam. Walić wszystko inne. On jest najważniejszy.
Zarzuciłam na siebie płaszcz i w domowych trampkach wybiegłam na deszcz. Było zimno, chłodno i mokro. Nie wiedziałam którędy pobiegł Harry. Stałam na środku ulicy i rozglądałam się w poszukiwaniu jakiejkolwiek wskazówki.
Nagle z jednej z uliczek wybiegł Harry. Poznałam go po jego za dużej kurtce i obowiązanym aż po czoło szalikiem. Biegł w moją stronę. Nie wiedziałam czy to ulga, czy strach. Zaczęłam do niego biec.
-Nicole...-szepnął Harry, kiedy był już obok mnie.-Przepraszam...
-To ja ciebie przepraszam. Jestem...
-Jesteś cudowną osobą... Przepraszam, że mnie poznałaś...
-Przestań...-zaśmiałam się.-To moja wina.
Harry patrzył mi głęboko w oczy. Widać było w nich smutek.
Pocałuje mnie w końcu?!
Oh, mózgu zamknij się.
A jednak.
Harry zsunął szalik i delikatnie musnął moje usta. Z czasem coraz bardziej przypominaliśmy hollywoodzki pocałunek. Mokliśmy w kroplach deszczu napajając się sobą.

Hejo :) Trochę nie było rozdziału. Ale oto juz jest :p krótszy niż zazwyczaj, ale to nic :) piszcie, jak się podoba <3